wtorek, 12 kwietnia 2016

Uroki mieszkania na Kazimierzu

 
Ponad rok temu przeprowadziłam się z obrzeży Krakowa na Kazimierz. Początkowa faza zachwytu była – o dziwo - bardzo długa. Wszędzie blisko, masa restauracji, mnogość wyborów spędzania czasu, no bomba. Niestety po wakacjach ten zapał opadł i nastała faza przygnębienia. Znudziło mnie nocne życie i kac następnego dnia, spędzanie czasu nad Wisłą, czy wycieczki w stronę podgórza. To co mam pod nosem stało się dla mnie nieatrakcyjne a nawet uciążliwe. 

Jednym z czołowych czynników powodujących mdłości, z którymi muszę się do tej pory zmagać, jest permanentny brak miejsca do zaparkowania w weekendy. Mieszkam tu a nie mam nawet gdzie postawić cholernego samochodu. Bo przecież nie można jechać tramwajem na imprezę i wrócić taksówką – trzeba zostawić samochód na 2 dni żeby innym utrudniał życie. Brawo. Ja muszę się natyrać, żeby znaleźć miejsce bo jakiś sukinkot zabalował i ma generalnie wszystko i wszystkich w dupie. Następnym niezmiernie irytującym faktem jest notoryczne wydzieranie się pod moimi oknami różnych ludzi. Mam tu na myśli mężczyzn jak i – o zgrozo – kobiety. Niestety echo niesie i takie zawodzenie, że się kogoś kocha lub nienawidzi słyszy przynajmniej połowa dzielnicy. Serio,nie interesuje mnie czego się nachlałeś i kto się przespał z Twoim partnerem. Jesteś pijany to wróć do domu a nie urządzaj mi teatru pod oknami bo rano wstaję (na przykład na siłownię) i mogę być bardzo zdenerwowana. Następna sprawa – wycieczki, kręcenie filmów, róże eventy. Pielgrzymek to Ci u nas dostatek, autobusów wycieczkowych o 7 rano, trąbiących nie wiadomo na co i na kogo, a jakże nie braknie. Równie fajne jest wychodzenie z domu kiedy ekipa filmowa kręci coś właśnie pod Twoimi drzwiami i nawet nie możesz wyjść z domu ubrana jak żul do sklepu po chipsy bo wszyscy patrzą na ciebie z nienawiścią w oczach bo im przerywasz pracę. Ostatnia rzecz, która która kłuje w oczy i jest nie do zniesienia sezonowo to upały. Niby kamienice są chłodne, zimniutkie takie super. Jasne! W wakacje lód, wiatrak, wachlowanie rękami i nogami nie pomagało. Masz ochotę wskoczyć to tej jakże czyściutkiej Wisły, żeby tylko mózg Ci się nie stopił.
Tak więc gdyby komuś przeszło przez myśl wynająć coś na Kazimierzu niech się zastanowi dwa razy, wsadzi głowę do zimnej wody i znowu się zastanowi. Nie mówię, że jest to tragiczna opcja i lepiej popełnić harakiri bo dla przykładu mega pozytywną stroną mieszkania tutaj jest urok tej dzielnicy właśnie wieczorami. Kiedy wszystko jest pięknie oświetlone i czuć niesamowity klimat. Nie polecam mieszkania aczkolwiek zapraszam na kawę czy herbatę możecie mnie tu często znaleźć.

Rozpisałam się jak nigdy ale mam dla Was stylizację, którą wymodziłam na szybko jakoś niedawno i postanowiłam się nią podzielić. Prostota fest, wygodnie, nic dodać nic ująć.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz